„Ostatni Bartel”

„Ostatni Bartel”

Jeżeli w ogóle budżet miał być uchwalony, to trzeba było pokazać izbom ministrów innego typu niż „pułkownicy”. Może się uda uzyskać miliardy, a nie dopuścić do merytorycznego wypowiedzenia się sejmu w „sprawie Czechowicza”. Aby jeszcze urwać nieco z sesji budżetowej, prezydent próbował przedłużyć przesilenie i wnosił na konferencję sprawę konstytucji, która musiałaby poróżnić kluby opozycyjne, ale to mu się nie udało. Przed Nowym Rokiem Bartel sformował swój czwarty, czy piąty gabinet, usuwając osobistości, które robiły złą krew: Składkowskiego, Cara, Moraczewskiego pozostawiając jednak w resortach Prystora i Matuszewskiego (skarb). Było to oznaką lżejszego wiatru, że Sąd Najwyższy, który przez 20 miesięcy nie tknął skarg wyborczych, a potem próbował zaczynać od okręgów, gdzie wybrano opozycjonistów, teraz odważył się unieważnić kilka mandatów prorządowych. Profesor-premier nieźle uporał się ze swym zadaniem. Traktując w swym expose Piłsudskiego i jego kwalifikacje jako zjawisko wyjątkowe i uznane przez ogół. Zastrzegał, że ono w niczym nie uchybi ludowładztwu; wypowiedział się też przeciw wciąganiu administracji do walk partyjnych. Na te słowa centrolew wyłożył jak pojmuje konieczną zmianę systemu; chodziło o: 1/ szanowanie konstytucji i statutu autonomicznego] Śląska, 2/ rewizję konstytucji tylko na drodze legalnej, 3/ uniezależnienie sądów, administracji i wojska od partii (nawet tak bezpartyjnych jak Blok), 4/ przestrzeganie podstaw samorządu, 5/ powściągnienie samowoli cenzury, 6/ wstrzymanie wypłat ze skarbu na cele partyjno-polityczne. Wszystko to były postulaty dawniej głoszone przez narodowców. Gdyby punkt drugi znalazł posłuch u rządu i gdyby Piłsudski użył w tym celu swego wpływu, to na pewno legalna rewizja konstytucji wypadłaby w tym sejmie najbliżej tej koncepcji, którą w poprzednim reprezentowały pokonane kluby prawicy. Ale centrolew rozszedł się znów z prawicą narodową, zawotował bowiem budżet Bartlowi na kredyt, bałamucąc się frazesem, że budżet daje się państwu a nie systemowi. Po czym już na papierze zostawały wszystkie rezolucje w sprawie Czechowicza, w sprawie czystości wyborów, przedłużenia skończonej sesji budżetowej. Centrolew sądził, że to on gospodaruje na Wiejskiej, tymczasem Blok sabotował prace komisji, a Bartel w mowie 12 marca powiedział posłom na temat przeżycia się parlamentaryzmu to samo, co Piłsudski mawiał swoim stylem. Votum nieufności dla Prystora rozpętało nowy kryzys, który pułkownicy przeciągnęli aż do zakończenia sesji. Ostatecznie Daszyński o tyle skapitulował przed obstrukcją „bebeków”, że nie umieścił sprawy przekroczeń Czechowicza na porządku dziennym. Ale i to nie uratowało sesji od zamknięcia.

Kongres krakowski

Ta formułka „budżet dla państwa” oznaczała abdykację sejmu z użycia jedynego środka, jakim społeczeństwa od wieków średnich wywalczały sobie prawodawstwa, wpływ na rządy i praworządność. Spostrzegły się poniewczasie stronnictwa Centrolewu i po Wielkiej Nocy zażądały, zgodnie z konstytucją, zwołania sesji nadzwyczajnej dla omówienia przekroczeń. Mościcki postąpił jak mu doradził Car: sesję zwołał i jednym tchem odroczył. Centrolew ogłosił oświadczenie, że czyni rząd Sławka odpowiedzialnym konstytucyjnie i parlamentarnie – a prezydenta odpowiedzialnym przed historią. Już było jasne, czego Sławek nie taił, że ten sejm do głosu nie wróci. A było nad czym radzić w izbach. Pomyślna koniunktura należała do przeszłości. Pierwszy sanacyjny minister skarbu Klarner gospodarował w myśl tradycji Zdziechowskiego, ale już przy Czechowiczu (1927-1929) trzeźwość z rachunkowością poszły w kąt. Rząd nie zamierzał tezauryzować nadwyżek budżetowych sięgających wówczas 1 200 milionów. Od 1930 r. zaczął się cykl budżetów deficytowych, a towarzyszyły im niezdrowe objawy w całej gospodarce państwowej i społecznej, o których mowa będzie niżej. Nie za wszystkie te niepokojące objawy spadała wina na rząd. Polskę objął kryzys światowy, którego korzenie tkwiły w przemysłowym usamodzielnieniu krajów zamorskich, dla których dotąd produkowała Europa; wahania i wstrząśnięcia udzielały się także polskiemu organizmowi gospodarczemu. Ale jedno pogorszenie obciążało rząd niewątpliwie: przez swą politykę zbożową w latach 1927-1928 (zakupy zboża za granicą) tak obciążył opłacalność krajowego rolnictwa i tak rozsunął „nożyce” między dochodami wsi i przemysłu, że osłabił siłę nabywczą kraju i podciął z kolei produkcję przemysłową. Bezrobocie w ciągu roku 1930 wzrosło podwójnie. W kołach robotniczych znów zakiełkowały myśli o radykalnym porachunku z kapitalizmem. Chłop dostrzegł, że przestaje być gospodarzem w Polsce i poczuł, co to znaczy.

Skoro się rząd zdecydował nie dopuścić sejmu do głosu, to miał przed sobą dwie drogi: albo oktrojować konstytucję gwałtem, jak to insynuowali niektórzy pułkownicy z redakcji „Nowej Kadrowej”, albo rozwiązać izby i wygrać nowe wybory – też gwałtem, bo wyniki wyborów samorządowych nie wróżyły im uczciwego zwycięstwa. Opozycja, nie wiedząc którą drogę Piłsudski wybierze, zdecydowała się zwołać na św. Piotra kongres pod hasłem ochrony prawa i wolności ludu, z czego mógł wyniknąć albo po wyborach sejm inkwizycyjny, albo bez wyborów rokosz, tylko bez użycia wojska – ruch biernego i może czynnego masowego oporu. Władze nie zakazały zjazdu: może szły na drogę prowokacji, a może liczyły na to, że idące luzem Stronnictwo Narodowe z pobudek ideowych czy doktrynerskich zaszachuje ruchawkę żywiołów radykalnych. Wzięły więc udział w Kongresie krakowskim mimo szykan policyjnych liczne rzesze zwolenników PPS, Piasta, Wyzwolenia, Stronnictwa Chłopskiego, Narodowej Partii Robotniczej i nawet Chrześcijańskiej Demokracji (bez Korfantego). Przemawiali: Witos, Thugutt, Niedziałkowski, Popiel, Dąbski…

Uchwalono w nastroju podniosłym 6 oświadczeń: że walkę o usunięcie dyktatury Piłsudskiego zgromadzeni prowadzić będą aż do zwycięstwa, uznają i poprą tylko rząd zaufania sejmu i społeczeństwa, na każdą próbę zamachu stanu odpowiedzą oporem, a na akty terroru – siłą fizyczną; rządowi zamachu społeczeństwo odmówi posłuszeństwa i nie uzna jego zobowiązań wobec zagranicy; prezydent Mościcki niepomny swej przysięgi i tolerujący nadużycia Sławka powinien ustąpić. Dalsze lokalne kongresy miały się zebrać 14 września pod hasłem usunięcia dyktatury, zwołania sejmu i walki z kryzysem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *