Polacy na Zaolziu

Powstała przy ZG PZKO Sekcja Literacko-Artystyczna skupiła rychło wszystkich niemalże twórców narodowości polskiej na Zaolziu. Sekcja Folklorystyczna prowadzi od lat badania ludoznawcze, dokumentuje miejscowy folklor i organizuje wiele imprez folklorystycznych. Najważniejszymi z nich są Festiwale PZKO i doroczne „Gorolski Święto”, organizowane w Jabłonkowie od 1948 r. Szeroko znane są zespoły artystyczne: „Olza” i „Górnik” (zał. w 1953 r.). Ważne miejsce w szerzeniu polskości zajmuje Dom Kultury Huty w Trzyńcu (w 1991 r. żyło w tym mieście ponad 10 tys. mieszkańców narodowości polskiej). Tu powstała w 1963 r. młoda wówczas polska grupa literacka „Trzyniec ’63”, działał znakomity Kwartet Smyczkowy Pawła Kalety, Teatr Lalkowy „Groteska” i wyśmienity zespół śpiewaczy „Hutnik”. Wreszcie ważną rolę odgrywa Scena Polska Teatru w Czeskim Cieszynie — jedyna stała, zawodowa scena polska poza granicami kraju.

Aktualnie PZKO liczy 92 Koła rozsiane od Karwiny po Mosty, zrzeszające ponad 21 tys. członków, tj. ok 48% wszystkich dorosłych Polaków na Zaolziu. Ma 77 własnych „Domów PZKO”, przy których działa 130 amatorskich zespołów artystycznych. Już od 9 czerwca 1945 r. wychodzi wydawana w języku polskim gazeta „Głos Ludu” (od 1991 r. jako organ Rady Polaków), od 1949 r. miesięcznik społeczno-kulturalny „Zwrot”, wychodzi też kilka innych pism polskojęzycznych. Działy polskie w 70 bibliotekach publicznych liczyły w 1987 r. blisko 200 tys. woluminów i 7,5 tys. czytelników.

Przedwojenny majątek ogromnej większości polskich organizacji i stowarzyszeń, skonfiskowany przez hitlerowców podczas okupacji, został przez władze czechosłowackie potraktowany jako mienie poniemieckie i w styczniu 1946 r. objęty konfiskatą lub nadzorem przymusowym. Organizacje te (tuż przed II wojną: 218, o łącznym majątku wartości 40 min. ówczesnych koron), które według ówczesnych władz komunistycznych w Czechosłowacji „..uległy w większości w okresie pierwszej republiki beckowskiemu faszyzmowi i agresywnemu szowinizmowi”, zostały zlikwidowane ostatecznie w latach 1951-52, a ich majątki upaństwowiono. Do nielicznych wyjątków należał tu przez pewien czas cieszyński hotel „Piast”, zakupiony w 1950 r. przez PZKO od Towarzystwa Oszczędności i Zaliczek. Tuż po rewolucji „aksamitnej” z 1989 r. powołano ponownie do życia 6 spośród dawnych polskich organizacji, w tym Macierz Szkolną w RC i PTT-S „Beskid Śląski” (patrz rozdział „Dzieje turystyki w regionie”), później dalsze, jednak kwestie majątkowe nie zostały dotychczas rozwiązane.

Polacy na Zaolziu, obejmującym aktualnie tereny dwóch przygranicznych powiatów czeskich: Karwina i Fiydek-Mistek (w części stanowiącej kiedyś powiat Czeski Cieszyn), do dziś stanowią dość zwartą, choć coraz mniej liczną grupę. W 1970 r. było tu jeszcze kilka miejscowości, w których Polacy stanowili ponad 50% mieszkańców (po reorganizacji gmin w tym samym roku — już w żadnej!). W 1980 r. mieszkało tu 52,2 tys. Polaków (78,8% Polaków w CSRS), w 1991 r. — już tylko 44 tys. (71,7%). Najważniejszym czynnikiem wpływającym na postęp asymilacji ludności polskiej są tu małżeństwa mieszane narodowościowo (aż 64%). W północnej, zurbanizowanej części Zaolzia proces asymilacji przebiega znacznie szybciej niż w górskich wsiach w górze doliny Olzy, gdzie dłużej zachowały się tradycyjne struktury społeczne, lokalne więzi i system wartości.

3 marca 1990 r. odbył się 1 Kongres Polaków w CSRF (od następnego roku — w Republice Czeskiej), na którym wybrana została pierwsza Rada Polaków — stały organ wykonawczy Kongresu, w skład którego weszli przedstawiciele wszystkich zgłaszających akces organizacji polskich. Rada podjęła rozmowy z władzami Republiki m.in. na temat ułatwień w kontaktach Polaków z Macierzą, dwujęzyczności na terenach narodowościowo mieszanych, rozwoju szkolnictwa polskiego, zwrotu majątków dawnych organizacji polskich i podjęcia obiektywnych badań stosunków polsko-czeskich.

Pierwszym widocznym sukcesem jest tu polsko-czeska umowa o małym ruchu granicznym z 1995 r., umożliwiająca mieszkańcom gmin przygranicznych przekraczanie granicy bez paszportów. Jest pewnym, że tego typu decyzje, otwierające dawne „granice przyjaźni” i ułatwiające wzajemne kontakty, szybciej i łatwiej usuną drzemiące jeszcze tu i ówdzie animozje niż wszelkie międzypaństwowe traktaty o współpracy i przyjaźni. Jednocześnie należy mieć nadzieję, że w pędzie ku wspólnej Europie, obserwowanym po obu stronach granicy, nie zadepczemy tego zakątka, w którym od wieków brzmiała polska mowa. I że „Polacy na Zaolziu” nie pozostaną jedynie hasłem ze starego przewodnika…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *